Stolica Nowej Zelandii – Wellington, choć niewielka, ma na swoim koncie kilka rekordów. To nie tylko najniżej położona stolica świata, ale też najbardziej wysunięta na południe, a także najgęściej zaludniona stolica w Oceanii. To oficjalnie, a nieoficjalnie mówi się, że to najładniejsze miasto Nowej Zelandii.

Na lotnisku w Wellington

Po baaardzo długiej podróży (Nowa Zelandia to najbardziej odległy od Polski kraj – czyli dokładnie antypody naszego kraju) wylądowaliśmy w końcu w Wellington po godz. 23.00. Na stanowisku imigracyjnym bardzo miła Pani zapytała nas czy mamy wizę, czym o mało nie spowodowała u mnie zawału serca (bo przecież Polacy przebywający w NZ krócej niż 90 dni nie potrzebują wizy). Gorączkowo zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem czegoś nie przegapiłam, w końcu nieśmiało wydukałam: Ale przecież nie potrzebujemy wizy. “Nie? Ach, to ok”. Kamień z serca. Poźniej zostaliśmy też zapytani o nasze plany – jak długo chcemy zostać, co chcemy zobaczyć, jak się przemieszczać, a także o to, czy wwozimy jakieś jedzenie lub sprzęt trekkingowy. Ponieważ mieliśmy ze sobą buty i kijki trekkingowe, musieliśmy zgłosić się do stanowiska, w którym nasz sprzęt został dokładnie oczyszczony – Nowa Zelandia jest dość odizolowana geograficznie od pozostałych lądów, dlatego różne bakterie, związki chemiczne itp, które mogą znaleźć się w glebie przenoszonej np. na butach turystów mogą zaszkodzić ich ekosystemowi. Oczyszczone rzeczy zostały oznakowane naklejką, i razem z pozostałym bagażem raz jeszcze prześwietlone (jeśli w bagażu znalazłoby się coś nie zadeklarowanego, dostalibyśmy wysoki mandat). Cały proces przebiegł na szczęście bardzo sprawnie, a przy tym wszyscy urzędnicy byli bardzo mili i cały czas uśmiechnięci i w końcu mogliśmy opuścić lotnisko. Na zewnątrz na pasażerów czekały busy, które za 10 dolarów nowozelandzkich zawoziły pasażerów pod dowolny adres w Wellington. Po 10-15 minutach jazdy byliśmy już w centrum, szybko zameldowaliśmy się w pokoju i położyliśmy się spać. Choć byliśmy bardzo zmęczeni, jet lag nie dość że nie pozwolił nam szybko zasnąć to jeszcze obudził nas prawie o świcie.

Co zobaczyć w Wellington?

Choć teoretycznie jak na stolicę niezbyt duże (ma ok. 200.000 mieszkańców, czyli mniej więcej tyle co Rzeszów) warto wygospodarować sobie trochę czasu na odwiedzenie Wellington, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie. Miasto jest ładne, czyste, zadbane, nowoczesne i w zasadzie inne niż wszystkie pozostałe miasta, które zobaczyliśmy póżniej w Nowej Zelandii. Architektura to mały miszmasz – i odbicie ostatnich 150 lat historii miasta: od prostych, niewielkich drewnianych domów, przez budynki w stylu art deco po nowoczesne wieżowce. Na tym tle szczególnie wyróżnia się budynek parlamentu – słynny Beehive. Faktycznie, swoim kształtem budynek przypomina pszczeli ul, stąd też jego nazwa. Dla chętnych – do parlamentu można wejść i uczestniczyć w obradach (jako widz, rzecz jasna).

Beehive w Wellington

Wokół parlamentu są ogrody, do których można wejść za darmo. Dużo większe (i z bogatszą kolekcją) są ogrody botaniczne, które znajdują się na obrzeżach. W samym centrum natomiast znajduje się tzw. “Waterfront” dystrykt czy też dzielnica przy nabrzeżu – to tutaj swoją siedzibę mają najsłynniejsze muzea Wellington (Te Papa Tongerewa, City Gallery Wellington czy Musem of Wellington City & Sea), pełno tu kawiarni czy restauracji, i naprawdę fajnie można spędzić tu czas. W pobliżu Waterfront znaleźć można też mnóstwo ciekawych sklepów z rękodziełem, akcesoriami dekoracyjnymi, biżuterią i przeróżnymi gadżetami.

Wellington
Wellington
Wellington city
Wellington

Spacerując tak przez Wellington natrafiliśmy na świąteczną paradę, choć do świąt jeszcze daleko. Jak się okazało już od kilku lat nieodłącznym elementem parady jest pochód… psów corgi. Jak wiadomo, są to ukochane psy Królowej Elżbiety, która oficjalnie jest władcą Nowej Zelandii.

Parada Świąteczna w Wellington
Parada Świąteczna w Wellington

Te Papa Tongerewa – Muzeum Narodowej Nowej Zelandii

W Wellington znaleźć można mnóstwo ciekawych muzeów, w tym np. muzeum krykieta, muzeum tramwajów czy muzeum tatuażu, a także galerii sztuki (np. galeria sztuki maoryskiej). Jednak najsłynniejszym z nich jest Te Papa Tongarewa – Muzeum Narodowe. Mieści się ono na kilku piętrach i posiada bogatą i niezwykłą kolekcję dzieł sztuki i obiektów związanych z kulturą i historią. Jest to na pewno świetne miejsce by dowiedzieć się więcej o kulturze maoryskiej.

Wstęp do muzeum jest bezpłatny, jednak na część wystaw trzeba kupić oddzielny bilet.

Te Papa Tongarewa
Te Papa Tongarewa
Te Hono ki Hawaiki marae

Jeden dzień, który spędziliśmy w Wellington to zdecydowanie za mało, by zobaczyć wszystko, jednak bardziej ciągnęło nas na Wyspę Południową – do przyrody, dlatego po krótkiej wizycie w Wellington wynajęliśmy auto i ruszyliśmy w drogę.