Jedną z najsłynniejszych atrakcji Nowej Zelandii są fiordy, a w szczególności jeden z nich – osławiony Milford Sound. Sam Rudyard Kipling nazwał go ósmym cudem świata. Czym Milford Sound tak fascynuje? Zatoka Milforda, której nazwa pochodzi od walijskiej miejscowości Milford Have, wcina się w ląd na głębokość 15 kilometrów. Otaczają ją wysokie szczyty, z których spływają liczne wodospady, a wszystko to tworzy niesamowitą aurę. Co ciekawe, w Zatoce Milforda sąsiadują ze sobą utrzymujące się na powierzchni wody słodkie, ze spływających do zatoki strumieni i wodospadów oraz wody słone, z Morza Tasmana, które utrzymują się na większej głębokości. Pomiędzy nimi znajduje się warstwa średnio zasolonej wody “przejściowej”. Wszystko to sprawia, że Zatoka Milforda jest miejscem z unikalnym składem fauny i flory.

Milford Sound jest też jednym z najbardziej deszczowych miejsc na świecie. Pada tu średnio co drugi dzień! Mimo wszystko nie zniechęca to tłumnie przybywających tu turystów. Milford Sound jest najczęściej fotografowaną atrakcją Nowej Zelandii!

Milford Sound – jak zwiedzać?

W Queenstown jest mnóstwo agencji turystycznych, w których wykupić można rejs po Milford Sound. Zazwyczaj wycieczki zaczynają się albo wcześnie rano, albo po południu. Sam rejs nie trwa długo – około godziny, ale problemem jest dojazd z Queenstown, które mimo że w lini prostej oddalone jest od Milford Sound o jakieś 80 km, w praktyce trzeba przejechać blisko 300 km dosyć okrężną drogą. Po drodze jednak, w Parku Narodowym Fiordland jest mnóstwo ciekawych miejsc, w których tez zatrzymują się autokary turystyczne. My, lubiąc mieć dużo swobody, zdecydowaliśmy się wykupić opcję minimum – sam rejs, bez dojazdu, wyżywienia itp., o najwcześniejszej możliwej porze, by uniknąć tłumów.

Te Anau Downs i droga do Milford

Zarezerwowaliśmy sobie nocleg w okolicach Te Anau Downs, w pensjonacie położonym na totalnym odludziu, tuż nad jeziorem Te Anau. Jedynym minusem tego miejsca był praktycznie całkowity brak zasięgu i wifi, ale łatwo było to przełknąć dzięki niesamowitemu otoczeniu. Te Anau Downs było też znakomitym miejscem do podziwiania nocnego nieba – przez brak miejskich świateł w okolicy gwiazdy były tak widoczne jak naprawdę chyba nigdzie w Europie.

Rano obudziliśmy się o świcie, szybko spakowaliśmy samochód i ruszyliśmy w drogę. Odcinek 90km jaki mieliśmy do przejechania mógł nam zająć nawet do dwóch godzin, w zależności od warunków na drodze. Po drodze mija się też tunele, w których obowiązuje naprzemienny ruch tylko w jedną stronę, więc w zależności od ruchu na drodze i światła, na które akurat trafimy (czasem trzeba czekać nawet 10-20min), czas dojazdu może się wydłużyć od przewidywanego. Na szczęście uwinęliśmy się w ok. 1,5 h. Po drodze zatrzymało nas tylko stado owiec, zaganiane przez hordę psów. Niezwykle ciekawa sprawa, i cieszę się, że było mi dane to zobaczyć. Najpierw przed nami pojawił się samochód z tabliczką informującą o zbliżającym się stadzie, z prośbą o zwolnienie i zachowanie ostrożności. Następnie drugi pickup, który “prowadził” korowód, za nim stado, zaganiane przez psy, które niezwykle poważnie podchodziły do swojej pracy i uważnie pilnowały aby owce się nie rozpierzchały. Hałasu było przy tym co niemiara – beczenie owiec i ujadanie psów. Najzabawniejsze było to, jak psy co i rusz wskakiwały i zeskakiwały z “paki” pickupa.

Rejs po Milford Sound

Gdy dotarliśmy w końcu na miejsce, przywitał nas widok słynnego Mitre Peak, stożkowatego szczytu, ikony Milford Sound. Zostawiliśmy samochód na jednym z parkingów (darmowym!) i ruszyliśmy do Visitor Terminal, w którym było już pełno turystów, którzy oczekiwali na swoje rejsy. Statków było kilka, w zasadzie o bardzo podobnym standardzie. Gdy tylko przyszła nasza kolej na “boarding” pospieszyliśmy zająć miejsce na górnym pokładzie, aby mieć dobry widok na wszystko wokół. A jest co oglądać! Z fauny przede wszystkim foki i delfiny (mieliśmy szczęście, bo w miejscu, w którym fiord uchodzi do morza udało nam się zobaczyć stado kilkudziesięciu delfinów bawiących się w wodzie), a czasem można też zobaczyć pingwiny czy orki. W okolicach Milford Sound można zobaczyć też dwa rzadkie okazy ptaków: takahe i  kakapo.

Sam rejs trwał około półtorej godziny. Statek dopływa do miejsca, gdzie Zatoka łączy się z Morzem Tasmana. Na naszym statku (ale podejrzewam, że podobnie jest na pozostałych) kapitan przez głośnik opowiadał o powstaniu zatoki, jej odkrywcach, florze i faunie, co muszę przyznać było bardzo ciekawe i pouczające. Na statku można było też zakupić napoje i przekąski.

Milford Sound
Milford Sound
Milford Sound
Milford Sound
Milford Sound