Nazywane “Edynburgiem Południa” Dunedin było jednym z pierwszych miast w Nowej Zelandii, założonym przez szkockich osadników, przybyłych tu w poszukiwaniu złota. To właśnie oni nadali miastu taką nazwę, od słowa Dùn Èideann, które w języku celtyckim znaczy po prostu Edynburg. Mając takie powiązania ze Szkocją, nie trudno się domyślić, że Dunedin w sumie nie tylko architektonicznie, ale też swoją atmosferą, przypomina swoje siostrzane miasto.
Szkocki klimat Dunedin
Dunedin jest jednym z najwiekszych miast na świecie, jeśli chodzi o powierzchnię (choć nie ma to oczywiście odzwierciedlenia w liczbie ludności). Jednak mimo wszystko jest to miasto idealne do spacerów, a większość zabytków i ciekawych miejsc znajduje się w bliskiej odległości. A co warto zobaczyć? Na pewno budynek dworca kolejowego – Dunedin Railway Station to najczęściej fotografowany budynek w Nowej Zelandii! Ciekawie wygląda nie tylko z zewnątrz, ale też w środku, z mozaikami na podłodze, suficie i ścianach. Wiktoriańskie budynki można spotkać w całym centrum miasta, a wśród nich ciekawie prezentują się Dunedin Town Hall, Otago Boys’ High School, Univeristy of Otago Registry, Fortune Theatre czy katedra Świętego Pawła.
Centrum miasta ma kształt ośmiokąta, stąd też nazwa: The Octagon. Znaleźć tam można mnóstwo restauracji, barów, pubów i kawiarni. A oprócz tego wszystkiego Dunedin znane jest też ze swojej sceny artystycznej i muzycznej.

Toitu Otago Settlers Museum
W Dunedin znajduje się też jedno z najciekawszych muzeów, w jakich byłam – Toitu Otago Settlers Museum. A do tego wstęp do niego jest darmowy! Muzeum jest bardzo nowoczesne, zarówno jeśli chodzi o bryłę budynku, która ciekawie kontrastuje z wiktoriańskimi budynkami jakie można spotkać w całym mieście, ale również ekspozycje wewnątrz budynku są zrobione w ciekawy, przemyślany i nowoczesny sposób. Dzięki temu nie razi zupełnie misz masz kolekcji, znajdziemy tu bowiem zarówno maoryskie artefakty, jak i stare samochody i sprzęty gospodarstwa domowego. Wszystko zostało sprawnie połączone w spójną całość – w końcu muzeum opowiada historię osadnictwa, od wczesnych maoryskich osadników, przez szkockich imigrantów aż po dzień dzisiejszy. I tak zwiedzanie rozpoczyna kolekcja Ara-i-te-uru, gdzie możemy zobaczyć elementy kultury plemiennej Maorysów Kai Tahu. Kolekcja Encounters przedstawia historię pierwszych osadników europejskich sprzed 1848 i ich kontaktów z Maorysami. A New Edinburgh skupia się na okresie między 1843 i 1860 r., kiedy to powstawała pierwsza osada w Dunedin. Zobaczyć możemy między innymi ciekawą replikę chaty kolonialistów. Moim ulubionym miejscem w muzeum jest Smith’s Gallery, czyli sala pełna portretów osadników sprzed 1864 roku. To właśnie od tej galerii rozpoczęła się historia muzeum, a teraz stanowi ona jego serce. Imponująca jest też interaktywna rekonstrukcja statku płynącego z Wielkiej Brytanii do Otago – Across the Ocean Waves. Była to wtedy najdłuższa podróż morska, jaka odbywała się w tym czasie. W 1861 roku w Otago rozpoczęła się gorączka złota, a jak wpłynęła ona na Dunedin dowiedzieć się można z ekspozycji Gold, Gold, Gold i First Great City. Dunedin stało się największym biznesowym i przemysłowym centrum Nowej Zelandii, znanym m.in. z produkcji wełny i przemysły tekstylnego. Wszystko jednak zmieniło się w XX wieku, przez wojny i kryzys gospodarczy. Choć Otago od epicentrum wojen dzieliły tysiące kilometrów, wielu ochotników zaciągało się do armii. W ekspozcyji Call to Arms oddany jest hołd wszystkim poległym. Dalej w kolekcjach Twentieth Century, Material Culture, Otago Motors, On Air i Dunedin Goes Digital zobaczyć możemy dorobek materialny zeszłego stulecia, od mody, przez sprzęty codziennego użytku po samochody. A na końcu zwiedzający podziwiać mogą lokomotywę Josephine – sprowadzoną z Anglii w 1872 i będącą częścią ekspozycji od lat 20-tych XX wieku!


Na marginesie dodam tylko, że nie dość, że tak jak w wielu innych muzeach wstęp jest darmowy, to jeszcze skorzystać tu można z darmowego wi-fi, co naprawdę bardzo się przydaje.
Najbardziej stroma ulica na świecie
W Dunedin znajduje się słynna Baldwin Street. Do 2019 była to najbardziej stroma ulica świata, o długości 350 metrów i nachyleniu do 35% – różnica poziomów między jednym końcem a drugim wynosi prawie 70 metrów! Stromość Baldwin Street była ponoć niezamierzona – ulica ta została wytyczona w Londynie w czasach, gdy Nowa Zelandia była kolonią brytyjską, przez osoby, które nie znały lokalnych uwarunkowań geograficznych. Mimo że pewnie nie jest łatwo mieszkać przy takiej ulicy to stała się ona swego rodzaju wizytówką miasta i przyciąga dziesiątki turystów, chcących sobie pstryknąć tu fajną fotkę. Ulica faktycznie robi duże wrażenie! Ale my tym razem zamiast “wspinać się” pod górkę postanowiliśmy wjechać na nią samochodem. I szczerze mówiąc czułam się jak przy starcie samolotu ?
Short rib rozbija bank
Prawie przez cały pobyt w Nowej Zelandii jedliśmy zazwyczaj w przypadkowych knajpach, najczęściej w biegu, bo całe dnie spędzaliśmy “w terenie” i chcieliśmy jak najwięcej czasu poświęcić na eksplorowanie przyrody. W Dunedin mieliśmy jednak trochę więcej czasu na oddech i postanowiliśmy sobie trochę pofolgować z jedzeniem. Udaliśmy się więc do restauracji Vault 21, znajdującej się tuż obok Katedry Św. Pawła. Ja zamówiłam sobie wegetariańskie curry, a A. “short rib”. Cena samego żeberka znacznie przewyższała nasz zwykły budżet na obiad. Trochę martwiło mnie że było to “short” w nazwie dania, a kelner za chwilkę rozwiał moje wątpliwości. “Czy twój partner… ekhm… lubi sobie dobrze zjeść?” zapytał mnie dyskretnie na ucho, zerkając na A. No cóż, zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że tak. “Bo widzisz, to jest jedno z naszych najlepszych dań, jest naprawdę niesamowite i wyjątkowe, jest jednak jedno ale, jest… dosyć małe”. I faktycznie żeberko wyglądało smakowicie, ale porcja była jak dla kota. Mimo wszystko, jak twierdzi A., danie było warte swojej ceny. To samo mogę powiedzieć o moim curry i zdecydowanie polecam tę restaurację, jeśli tylko będziecie w Dunedin!





Dodaj komentarz