Miasteczko Hokitika ma w sobie klimat amerykańskich przedmieść. Parterowe domy i bardzo, ale to bardzo szerokie drogi, na których nie ma wprawdzie narysowanych linii, ale spokojnie zmieściło by się po dwa-trzy pasy z każdej strony, chociaż ruchu samochodowego prawie wcale nie ma. Straszny tu spokój, nic się nie dzieje, życie sobie płynie “bez pośpiechu i bez grzechu”.
Miasteczko Hokitika
Dojechaliśmy tu wieczorem. Zatrzymaliśmy się w motelu, których w Hokitika jest kilka i wyszliśmy coś zjeść. Był poniedziałek, ok. godz. 19.00 i większość miejsc była zamknięta. W witrynach okien restauracji i sklepów wisiały tabliczki: “Czynne od czwartku do niedzieli”, “Czynne w godzinach 10.00-14.00″ ,”Zamknięte w poniedziałki i wtorki”. Na szczęście lokalny Subway nie miał takich nietypowych godzin otwarcia, zjedliśmy więc na obiadokolację kanapki i przy okazji skorzystaliśmy z darmowego wi-fi.
Po kolacji przyszedł czas na plażę, która w Hokitice znajduje się tuż obok głównej drogi. Na okolicznych plażach można znaleźć pounamu – rodzaj zielonego kamienia, który jest bardzo ceniony przez Maorysów i służy im do wykonywania biżuterii i różnych ozdób. W Hokitita jest wiele sklepów, w których można kupić wyroby z “greenstone”, niestety, jak się możecie spodziewać, większość z nich była zamknięta… Na plaży też nie mieliśmy szczęścia znaleźć pounamu, chociaż kamieni tam nie brakowało. Oddaliśmy się więc niezwykle relaksującemu zajęciu jakim jest “rock stacking”, czyli układaniu kamieni.
W internecie Hokitika reklamuje się jako “cool little town” i “must-stay on the West Coast”. I cóż, muszę powiedzieć, że mimo wszystko się z tym zgadzam.




Hokitika Gorge
Następnego dnia rano wyruszamy w kierunku słynnego Hokitika Gorge. Samochodem to tylko około 30 min drogi od miasteczka, ale trzeba odbić wgłąb wyspy. Na miejscu zastaliśmy prawie pusty parking (bezpłatny!). Do wąwozu prowadziła trasa, której pokonanie nie zajmuje więcej niż 15-20min. Wstęp – również darmowy! Pierwszy spektakularny widok czekał na nas już po 10 min spaceru. Z punktu widokowego można było podziwiać wiszący most, pod którym przepływa krystalicznie czysta, turkusowa woda. Taki kolor typowy jest dla wód polodowcowych. Po przejściu przez most i zobaczeniu wąwozu z innej perspektywy, skierowaliśmy się w kierunku masywnej skały, usytuowanej po drugiej stronie rzeki, “na zakręcie” wąwozu. W promieniach porannego słońca ciężko było zrobić dobre zdjęcie, ale woda nabrała niesamowitego odcienia. Przeszkadzały nam tylko małe muszki, których było tysiące, a których ugryzienia były bardzo bolesne. Ale dla takiego widoku można znieść wszystko! Spektakularna, wyjątkowa, nieziemsko piękna – Hokitika Gorge na zawsze zapada w pamięć.
Po powrocie na parking okazało się, że zapełnił się on coraz bardziej. I znowu opłacało się wstać wcześniej by wyprzedzić pielgrzymki turystów.









Dodaj komentarz