Na pustynnej Jordanii spotkać można kilka zamków i twierdz, romantycznie nazywanych Zamkami Pustyni. Faktycznie, część z nich zlokalizowanych jest właściwie pośrodku niczego. Skąd pomysł na taką lokalizację? Prawdopodobnie ze względu na niegdyś przemierzające te tereny karawany. Większość z pustynnych zamków znajduje się na wschód od Ammanu. Na często uczęszczanej, niezwykle malowniczej trasie Amman-Petra zobaczyć można m.in. twierdzę Al-Karak.
Historia zamku Karak
Górująca nad miastem, otoczona murami forteca ma bogatą historię. Widać ją już z daleka, zbudowana jest w końcu na wzgórzu na wysokości 1000 metrów n.p.m. w mieście o tej samej nazwie. Miasto Karak (lub Kerak) wspomniane jest w Biblii (choć pod innymi nazwami, m.in. Kir-Moab czy Kir-Chareset), znajduje się też na słynnej mozaice z Madaby. Z twierdzą związana jest legenda, według której w twierdzy bronił się Mesza, król historycznej krainy Moab, co zostało upamiętnione na kamiennej płycie, która obecnie znajduje się w Luwrze. Choć nie była to ta sama twierdza, której pozostałości oglądamy dzisiaj, to jednak miejsce to zawsze służyło za warownie obronną, pozwalającą na kontrolowanie szlaków handlowych prowadzących tzw Drogą Królewską, a władcy tych terenów wznosili na wzgórzu coraz to potężniejsze fortece. Obecny zamek zbudowany został około 1142 roku przez krzyżowców. W historii zapisały się ataki i oblężenie twierdzy przez muzułmańskiego władcę Saladyna w drugiej połowie XII wieku. W XIII wieku rządy sprawowali tam Mamelucy i Turcy. O tym, co działo się później, wiemy niewiele. W 1812 roku zamek “odkrył” szwajcar Jean Louis Burckhardt, “odkrywca” Petry.
Zwiedzanie
Wcześniej w internecie dużo czytałam o tym, że ciężko jest dojechać do Zamku, ze względu na wąskie uliczki, często jednokierunkowe, jednak nie mieliśmy z tym problemu, nawigacja poprowadziła nas bezbłędnie. Samochód zostawiliśmy zaparkowany na ulicy, niedaleko wejścia.
Do twierdzy wchodzi się przez drewniany most, prowadzący nad głęboką fosą. Już od wejścia widać, że niektóre części zamku są całkiem dobrze zachowane, w innych natomiast pozostały tylko ruiny, w których zdecydowanie przydałyby się prace restauracyjne. Aby w pełni zrozumieć rolę i historię zamku, i po prostu wiedzieć co było czym, przydałby się przewodnik, albo chociaż tablice informacyjne, jednak nie było ani jednego ani drugiego. Musiało nam więc wystarczyć eksplorowanie ruin na własną rękę. Zamek jest dosyć duży i posiada wiele ciekawych zakamarków: doskonale zachowanych partii lochów, korytarzy podziemnych (w środku nie ma prądu, więc czasem przydaje się latarka) i innych zamkowych pomieszczeń, schodków prowadzących do wyższych partii, z których roztacza się niesamowity widok, właściwie we wszystkie strony. W wielu miejscach nie ma żadnych zabezpieczeń czy barierek, więc trzeba uważać, bo naprawdę można zrobić sobie krzywdę. Na zwiedzaniu można spokojnie spędzić 2-3 godziny, a później wybrać się na kawę czy przekąskę w jednej z okolicznych kawiarni (im dalej od zamku tym taniej!).
Wstęp: 2 JOD / z Jordan Pass za darmo.





Rezerwat biosfery Dana
Po drodze do Petry chcieliśmy jeszcze “zahaczyć” o rezerwat biosfery Dana, zrobić jakiś krotki trekking lub nawet spędzić tam noc. Odbiliśmy więc od drogi głównej i wąską, krętą dróżką pojechaliśmy w stronę rezerwatu po drodze podziwiając dzikie widoki i pasące się dokoła bydło. Niestety, na miejsce dojechaliśmy przed godziną 17.00 i mimo że dzień przed nami był jeszcze długi, strażnik rezerwatu nie chciał nas do niego wpuścić. Jedyne co mogliśmy zrobić to… przespacerować się wzdłuż ogrodzenia. Szkoda nam było, ale strażnik nie dał się ubłagać. Musieliśmy zadowolić się podziwianiem rezerwatu z daleka, chociaż widok i tak był niesamowity.


Miejsce to ewidentnie było często odwiedzane, bo leżały tam dosłownie tony śmieci, wokół których biegała zgraja bezdomnych i dosyć agresywnych psów. Taka niestety jest prawie cała Jordania – zawalona grubą warstwą śmieci, które leżą wszędzie – przy drogach, sklepach, przy hotelach i domach – i nikt zdaje się nie mieć z tym problemu. Nie są to pojedyncze papierki czy butelki, ale całe stosy śmieci! I z jednej strony strasznie to smutne, a z drugiej okropnie wkurzające, ale też mam nadzieję, że będzie dawać nauczkę turystom, którzy przecież też w niemały sposób przyczyniają się do tego procederu, chociażby bezmyślnie kupując kolejne butelki wody z plastiku. W Europie na co dzień nie myślimy o tym, ile śmieci produkujemy, bo te śmieci szybko znikają nam z oczu. Wydaje nam się, że o ile wrzuciliśmy je do kosza, to jest po problemie. Jednak gdy widzimy takie góry plastiku jak tutaj, natychmiast rewidujemy swoje zachowania konsumenckie. A Jordańczykom przydałaby się porządna kampania edukacyjna.




Dodaj komentarz