Jeśli podróżując po Jordanii Waszym oczom znudzi się już piasek, kamienie i pustynny krajobraz to dobrym miejscem na zmianę otoczenia jest rzadziej odwiedzana przez turystów, północna część Jordanii. Znajduje się to kilka zielonych rezerwatów przyrody, a jednym z takich miejsc jest Wadi Zubia.

Zagadkowa Wadi Zubia – jak tam trafić?

Szczerze mówiąc do Wadi Zubia przekonała nas koleżanka, która bardzo chciała to miejsce zobaczyć. Ja osobiście wolałam udać się do Ajloun Forest Reserve, nie mieliśmy jednak czasu na trekking w obu miejscach, padło więc na Wadi Zubia.

Wadi Zouba to miejsce, o którym ciężko znaleźć informacje w internecie czy w przewodnikach. Nie jest to miejsce znane i popularne ani wśród turystów, ani wśród Jordańczyków. Ot, taki zwykły-niezwykły las, który niegdyś podobno był rezerwatem przyrody, ale z jakiegoś powodu już nim nie jest.

Rezerwat ten znajduje się w pobliżu miejscowości Zoubia (lub Zubia). Dotrzeć do rezerwatu nie jest łatwo, bo miejsce nie jest w żaden sposób oznaczone. Tak samo szlaki – niby są i ktoś o nich pisze, ale znaleźć ich nie sposób. Żeby tam dotrzeć najlepiej wpisać w Google “The Great Zoubia Valley” – to powinno doprowadzić do bramy, za którą znajduje się były rezerwat. A później to właściwie szliśmy “na czuja”, sprawdzając swoją pozycję na mapie za pomocą GPS. Na pewno nie jest to miejsce dla osób, które słabo radzą sobie z orientacją w terenie, bo łatwo się zgubić.

W Jordanii byliśmy we czwórkę, ale tym razem postanowiliśmy rozdzielić się na dwie pary. W końcu każdy czasem potrzebuje odpoczynku od towarzyszy podróży.

Trekking w Wadi Zubia – czego się spodziewać?

Początkowo szliśmy bujną łąką, przedzierając się przez chaszcze, a później trafiliśmy na wydeptaną ścieżkę, prowadzącą głównie przez las, różnymi małymi i nieco większymi wąwozami. Właśnie na jednej z takich ścieżek w pewnym momencie pojawił się… dziko żyjący żółw, który nieco przerażony naszą obecnością szybko uciekł w głęboką trawę…

Po jakimś czasie na szlaku zaczęły pojawiać się bordowe oznaczenia – trzymaliśmy się więc tej drogi, bo byliśmy przekonani że to jeden ze szlaków po Wadi Zubia. W pewnym momencie szlak zaczął mocno piąć się w górę. Zorientowaliśmy, że zbyt daliśmy się ponieść prowadzącej nas ścieżce. Spojrzeliśmy na GPS i okazało się, że zeszliśmy z trasy, którą sobie wyznaczyliśmy. Ścieżka, którą szliśmy prowadziła na północ, a my powinniśmy byli odbijać na wschód, żeby zrobić koło. Gdy tak staliśmy i zastanawialiśmy się gdzie powinniśmy zawrócić usłyszeliśmy przed nami czyjeś kroki. Po chwili na szlaku pojawiła się jakaś para. Chłopak był z Francji, a dziewczyna z Jordanu, okazało się, że podążali szlakiem jordańskim (Jordan Trail) z północy na południe. Powiedzieliśmy im, że chcemy zrobić pętlę wokół rezerwatu Zubia. Zaczęli nas przekonywać, że według ich informacji taki szlak nie istnieje. A dziewczyna była “tutejsza”, trochę więc miny nam zrzedły, ale postanowiliśmy spróbować. Wróciliśmy kawałek, a poźniej odbiliśmy na wschód. Jakaś ścieżka tam była, w dodatku w oddali widzieliśmy zabudowania, w razie czego mogliśmy więc liczyć na pomoc.

I faktycznie, po około 30 minutach wyszliśmy na drogę asfaltową. Według Google do miejsca, w którym zostawiliśmy samochód zostało nam jeszcze kilka kilometrów. W pewnym momencie koło nas zatrzymał się samochód, oferując podwózkę. Bez namysłu odmówiliśmy, a później trochę tego żałowaliśmy, bo co innego spacerować po lesie i łąkach w otoczeniu przyrody, a co innego maszerować asfaltem po okolicznych wioskach. Nie mieliśmy jednak wyboru i musieliśmy pieszo pokonać pozostały dystans. Gdy dotarliśmy na miejsce, nasi towarzysze juz na nas czekali. Przez naszą pomyłkę musieliśmy nadrobić kilka kilometrów i w zasadzie w innych okolicznościach nie przeszkadzałoby mi to. Ale w tym przypadku, chociaż Wadi Zubia to miejsce przyjemne, nie miało jak dla mnie tego efektu “wow” i trochę żałowałam, że jednak nie pojechaliśmy do Ajloun…

Wadi Zubia
Wadi Zubia
Wadi Zubia