Chociaż Egipt kusi mnie zabytkami, to jednak zdecydowanie odstrasza mnie tłumami turystów All-Inclusive, którzy spędzają dnie przy hotelowych basenach lub na prywatnych plażach, popijając drinki. A jordańska Akaba, z której doskonale widać też egipskie wybrzeże, ma właśnie taką samą atmosferę jak egipskie kurorty. I choć to nie jest mój klimat, to jednak przyznam, że miło było dla odmiany przez jeden dzień poleniuchować na plaży.
Karaluchy pod poduchy
Do Akaby dojechaliśmy późnym wieczorem i skierowaliśmy się prosto do hotelu, zarezerwowanego wcześniej przez internet. Mimo że hotel miał całkiem przyzwoite recenzje, na miejscu okazało się, że pokój, który nam zaproponowano, pokryty był grubą warstwą kurzu, pościel była brudna, a po podłodze chodziły karaluchy. Na naszą prośbę recepcjonista starał się nam znaleźć inny pokój, ale wszystkie, które oglądaliśmy wyglądały tak samo. Wprawdzie spałam już w różnych warunkach, w miejscach gdzie nie było możliwości zapewnienia odpowiedniego komfortu, ale tu wcale nie o komfort chodziło, a o brud, ignorancję i lenistwo personelu. Aż dziw, że w takim dużym, kilkupiętrowym hotelu nie było jednego czystego pokoju! Musieliśmy więc się ewakuować – poprosiliśmy o zwrot kosztów (co nie było łatwe, po zapłaciliśmy kartą), ale mimo wszystko nikt z personelu nie robił nam żadnych problemów. Czytając recenzję innych obiektów w Akabie miałam wrażenie, że karaluchy i brud to dosyć powszechny problem, nie licząc oczywiście luksusowych obiektów spoza naszego zasięgu finansowego. Na szczęście udało nam się znaleźć niewielki, butikowy hotel, który był czysty i zadbany. Jego lokatorem był wielki, kudłaty kot, który gdy tylko otworzyliśmy drzwi pokoju zagnieździł się w naszych walizkach zostawiając po sobie kłęby sierści. Na szczęście wkrótce dał się po dobroci wyprosić…
Miasto
Położona na południowym krańcu Jordanii Akaba jest zlokalizowana w strategicznym miejscu, graniczy z Izraelem (z popularnym kurortem Ejlat) i Arabią Saudyjską. Z Akaby można też zobaczyć wybrzeże egipskie. Geograficznie mieści się natomiast na styku płyt tektonicznych. Miasto to spełnia dosyć ważną rolę w rozwoju ekonomicznym kraju. To właśnie tutaj znajduje się jedyny port w Jordanii, a gospodarkę wspiera też przemysł turystyczny. Miasto stanowi odrębną, specjalną strefę ekonomiczną z niskim podatkiem i duty-free, a administruje nim Aqaba Special Economic Zone Authority.
Wieczorem nasi towarzysze zostali w pokoju, a my udaliśmy się na spacer po mieście. Po zmroku sztuczne światła miasta dodawały jej uroku, dzięki czemu Akaba sprawiała wrażenie nowoczesnego i ciekawego miasta. Nie ma tu zbyt wielu zabytków (najsłynniejszy z nich to fort, który znajduje się na południu), zresztą większość turystów przyjeżdża tu odpoczywać, a nie zwiedzać. Jest za to zatrzęsienie restauracji i kawiarni, a jedzenie jest przepyszne. W Akabie najbardziej spodobały nam się grafitti na murach, wykonane przez artystów z The Jordanian Plastic Artists Association:

Plaża Berenice Beach
W Akabie najlepiej zdecydować się na prywatną plażę. Choć dostępne są też plaże publiczne, to jednak często nie ma na nich żadnej infrastruktury (toalet, sklepów, barów czy kawiarnii), a dodatkowo, jak wiadomo Jordania jest jednak krajem muzułmańskim, kąpiel w bikini na publicznej plaży raczej nie wchodzi więc w grę.
Wstęp na plażę Berenice Beach kosztował nas 10 JD za osobę. Przy wejściu pan sprawdził nasze torby i… zakał wniesienia jakichkolwiek napojów innych niż woda, a także jedzenia. No cóż, musieliśmy nasz prowiant zostawić w samochodzie. Dostaliśmy też ręczniki plażowe i mogliśmy już rozkoszować się morzem i słońcem na wygodnych leżakach. Na miejscu oczywiście były toalety, przebieralnie, prysznice, sklep ze sprzętem i akcesoriami plażowymi, bar, restauracja, mogliśmy skorzystać z basenów czy wziąć udział w animacjach (nie było chętnych). Za dodatkową opłatą można było też skorzystać z różnego rodzaju sportów wodnych – a możliwości w Akabie nie brakuje: przede wszystkim snorkelling i nurkowanie (w Akabie podziwiać można rafę koralową) – woda w Zatoce Akaba jest bardzo przejrzysta, ze względu na stosunkowo duże zasolenie. Popularny jest także kitesurfing, jetskiing, fly board i wiele innych.
Po południu w restauracji zamówiliśmy obiad w formie bufetu – cena nie była dużo wyższa od tych na mieście, a mogliśmy spokojnie zjeść w ciągu dnia, na widoku, nawet pomimo ramadanu. Chłopcy pozwolili sobie nawet wypić piwo – jedyne jakie do tej pory udało im się znaleźć w Jordanii, w przeliczeniu za “jedyne” 30 zł za puszkę!








Dodaj komentarz