Umm Qais

Rzymskie ruiny w Umm Qais (znane też jako Gadara) wprawdzie nie są tak imponujące jak te w Jarash, jednak stanowią miłą odskocznię od turystycznego zgiełku. Umm Qais znajduje się bowiem na północnym krańcu Jordanii, niedaleko od granicy z Izraelem, Syrią i Wzgórzami Golan. Można stąd zobaczyć także Morze Galilejskie i górę Hermon – najwyższy szczyt Izraela i Syrii.

Stanowisko archeologiczne Umm Qais znajduje się na obszarze starożytnego miasta należącego w okresie rzymskim do Dekapolu, czyli związku miast handlowych położonych na terenach dzisiejszej Syrii, Jordanii, Izraela i Palestyny. Miasta te cieszyły się w czasach rzymskich dużą autonomią i współpracowały ze sobą w kwestii wymian handlowych. Jako ciekawostkę dodam też, że to właśnie tutaj, według Biblii Jezus uzdrowił dwóch opętanych Gadareńczyków (demony wstąpiły w ciała wieprzy, które “rzuciło się ze stromego urwiska do jeziora i w tym jeziorze utonęło”).

Gdy przybyliśmy na miejsce niemal nie było tu żywej duszy i przyjemnie było spacerować wśród ruin, wyschniętej roślinności i obserwując jaszczurki, które wylegiwały się w słońcu. Same ruiny jednak nie są zbyt dobrze zachowane, a stanowisko archeologiczne jest dosyć zaniedbane. Według przewodnika, ruiny w Umm Qais warto odwiedzić ze względu na unikalny czarny bazalt, z którego zbudowane są znajdujące się tu amfiteatry: zachodni, lepiej zachowany, który ponoć odznacza się niezwykłą akustyką oraz północny, który, jak przeczytałam w przewodniku, częściowo został rozebrany przez miejscowych. Bazaltowymi płytami wyłożona była też główna ulica miasta – decumanus maximus, która kiedyś łączyła Gadarę z innymi miastami Dekapolis, a w czasach swojej świetności prowadziła nawet aż do Morza Śródziemnego. Idąc wzdłuż tej drogi napotkamy po drodze ruiny łaźni, mauzoleów i bram, a także ruiny bazyliki. W kompleksie archeologicznym zobaczyć można też m.in. nimfeum. Żeby jednak mieć pełny obraz tego, jak Gadara wygląda setki lat temu, trzeba przede wszystkim uruchomić wyobraźnię i warto skorzystać z usług przewodnika, inaczej będziemy po prostu wędrować wśród sterty kamieni.

Umm Qais
Ruiny w Umm Qais

Okolice Pelli

Niedaleko od Umm Qais znajdują się też ruiny w Pelli. Nie mieliśmy jednak ochoty zwiedzać kolejnych ruin, udaliśmy się więc tylko na krótki spacer po okolicy. Samochód zostawiliśmy na jednej z bocznych dróg i ruszyliśmy w trasę, znalezioną w którymś z internetowych przewodników. W pewnym momencie jednak ścieżkę zgubiliśmy i musieliśmy się przedzierać przez gąszcz ostrych, kłujących krzewów. Na domiar złego, o mało nie zostaliśmy zaatakowani przez rozwścieczone psy, które zawzięcie pilnowały stada owiec, pasącego się nieopodal. Podobną przygodę mieliśmy w rezerwacie Yarmouk. Zadziwiające było to, jak Jordańczycy potrafili doskonale wyszkolić psy, aby pilnowały i dbały o bezpieczeństwo swojego stada owiec! Błądziliśmy tak przez dobrą godzinę, przeklinając w duchu nasze zachcianki zobaczenia zupełnie nieturystycznej Jordanii. Choć widoki mieliśmy całkiem ładne to jednak do tej pory stopy pieką mnie na myśl o ostrych roślinach, wbijających się w buty i skarpetki!

Pella, Jordania
Pella, Jordania
Północna Jordania
Północna Jordania

Dolina Jordanu

Dolina Jordanu to jednak miejsce trochę inne niż reszta kraju, szczególnie jeśli chodzi o stosunek do turystów. Tutaj lokalni mieszkańcy wydają się być nie przyzwyczajeni do widoku turystów z zachodu. W kilku małych sklepikach, w których zatrzymaliśmy się po drodze, stanowiliśmy niemałą sensację, a miejscowi podchodzili do nas trochę ze strachem, ale też zainteresowaniem. Sprzedawcy prosili nas nawet, żeby zrobić sobie z nami zdjęcie (z dużym naciskiem na to, żebym to ja – blondynka, była główną atrakcją tego zdjęcia). Raczej nie spotykały nas tu niemiłe sytuacje, wręcz przeciwnie. Kilka razy zdarzyło nam się, np. gdzieś w sklepie czy na stacji benzynowej zapytać o toaletę. I mimo że toalety dla gości tam nie było, sprzedawcy prowadzili nas do łazienek w swoich prywatnych domach. Domy te bardzo często były w stanie surowym, bez podłóg i otynkowanych ścian, zagruzowane i zagracone, umeblowane jakimiś starymi gratami. “Łazienki” często bez bieżącej wody, a nawet bez światła, brudne… Przykro się na to patrzyło, ale bardzo doceniam gościnność i przyjazne nastawienie Jordańczyków.