Kilka lat temu wyjechałam na Łotwę i przez blisko rok mieszkałam w mało znanym miasteczku Daugavpils. Wielokrotnie spotykałam się z pytaniem: dlaczego właśnie tam? Bo fakt, ciężko znaleźć osobę, której marzeniem byłoby zamieszkać właśnie tam. Sama zresztą trafiłam tam trochę z przypadku. Ale Daugavpils uczy tego, czego współczesnym turystom brakuje – cierpliwości.

Jest to miasto bardzo antyturystyczne, bo na pierwszy rzut oka nie ma tu nic, co mogłoby potencjalnych turystów przyciągnąć. Nie jest to miasto, które można po prostu zwiedzić, zobaczyć w kilka godzin czy nawet dni. To jest miasto, które trzeba poznać i pokochać, a na to trzeba kilku miesięcy. Co więc jest w nim takiego zachwycającego? Daugavpils to miasto sierota – za bardzo rosyjskie, by Łotysze pokochali je tak jak Rygę, a jednocześnie zbyt „zlatwianizowane” by Rosjanin poczuł się tu jak u siebie. Dzień Zwycięstwa świętowany jest tu huczniej niż w samej Rosji i równie hucznie jest on bojkotowany przez nacjonalistów łotewskich. To miasto, gdzie kwestia przynależności narodowej jest równie niejasna jak rozkład jazdy autobusów na dworcu. Zapytaj mieszkańca Daugavpils, z jaką grupą etniczną się identyfikuje, a usłyszysz historię rodzinną trzy pokolenia wstecz. Matka urodzona na Białorusi, ojciec na Łotwie, jeden dziadek pochodził z Polski, drugi nie wiadomo skąd, w paszporcie narodowość Polska, obywatelstwo łotewskie, ale w domu mówi się po rosyjsku. Łotysze, Rosjanie, Polacy, Białorusini, Ukraińcy, Żydzi, Litwini, Estończycy – nikt tu już nie wie, kto jest kim.

Taka sama mozaika kulturowa przejawia się na polu religijnym. Na Wzgórzu Wiary, w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie znajdują się świątynie 4 różnych religii: prawosławnej, katolickiej, luterańskiej i staroobrzędowej. Na ulicach ewangelizujący Świadkowie Jehowy mijają się z ewangelizującymi Mormonami. Oprócz tego Baptyści, Adwentyści Dnia 7 i przedstawiciele kilkunastu innych kościołów. A liczba ludności nie przekracza 100 tysięcy. Jacy są ci ludzie? Bynajmniej nie tak przyjaźni, otwarci i spontaniczni jak np. Gruzini. Łotysz jednego dnia imprezuje z tobą jak z najlepszym przyjacielem do białego rana, a następnego dnia mijając cię na ulicy nawet się nie przywita. Bo Łotysz wie, że przyjaźń wymaga pielęgnacji i cierpliwości, dlatego potrzeba wielu takich spotkań, imprez, aby później nazwać cię przyjacielem. Tym bardziej jeśli jesteś cudzoziemcem. Bo choć formalnie Łotwa należy do Unii Europejskiej to mentalność ludzi owszem, jak w sojuzie, tylko nie europejskim, a radzieckim.

Co jeszcze zachwyca? Domowe sery do kupienia na bazarze, rosyjska bania, najlepiej też ta domowa, a nie publiczna, “shashlik” pieczony gdzieś nad rzeką, tysiące bezdomnych kotów biegających po mieście, secesyjne kamienice, socrealistyczne zabudowania w centrum, malutkie drewniane domki z geometrycznie pomalowanymi okiennicami, brak asfaltu na 80% dróg, jeziora z krystalicznie czystą wodą, niesamowicie pachnące powietrze, piękne niebo i jeszcze piękniejsze zachody słońca… A oprócz tego absolutna miłość Łotyszy do śpiewu i tańca, brak pośpiechu i niezwykła duma mieszkańców z ich małego, sennego miasteczka.
Chcecie przyjechać do Daugavpils? Poszukiwacze straconego czasu zapraszam w podróż donikąd.